Partnerzy bloga


2 sty 2017

DIY: Ogród w doniczce


Dzień dobry w Nowym Roku! Mam nadzieję, że 2017 będzie dla nas wszystkich łaskawy; zapewni nam masę wspaniałych przeżyć, nieskończone zapasy kreatywności i sił, by żyć tak, jak chcemy. I tworzyć! Wszystkiego dobrego, kochani. 

Dziś chciałabym Wam pokazać pracę przygotowaną dla mojej Babci - mini ogród urządzony w niewielkiej doniczce. Prezenty dla dziadków zawsze sprawiały mi ogromny kłopot, ponieważ ciężko mi było wymyślić coś naprawdę spersonalizowanego, co będzie odpowiadało dziadkom i ich zainteresowaniom, nie będąc przy tym oklepanym. Babcia uwielbia przyrodę. Gdy byłam mała, często zabierała mnie do parku i wspólnie zachwycałyśmy się roślinami i zwierzętami. Niestety, Babcia ma już swoje lata, a że mieszkamy w bloku w Krakowie, Jej kontakt z naturą jest mocno ograniczony. Dlatego stwierdziłam, że urządzę Jej symboliczny, zielony kącik, który będzie namiastką prawdziwego ogrodu. Oraz namiastką wiosny w środku zimy. 

Doświadczenia w projektowaniu ogrodów - zarówno tych dużych, jak i miniatur - nie mam żadnego, ponadto sama pielęgnacja roślin jest dla mnie wielkim problemem (mój parapet to zazwyczaj cmentarzysko przesuszonych badyli), dlatego całe przedsięwzięcie było dość amatorskie. Jednak, jak na pierwszy raz, chyba może być. No, ale po kolei ;)

Krok 1.
Na samym początku posadziłam w doniczce roślinkę, która z aktualnie dostępnych w osiedlowym markecie najbardziej przypominała drzewko - jest to szeflera bianca. Po drodze wstąpiłam do parku, by przynieść jeszcze trochę mchu; udało mi się zdobyć dwa gatunki. Ułożyłam je w doniczce tak, by zostawić miejsce na planowaną ścieżkę i inne roślinki.

Krok 2.
Tu dałam się wykazać moim Pomocnikom ;) Mój brat ugadał Sprzedawczynię w jednym ze sklepów, tak, że udało mu się dostać sporo patyczków do lodów, a mój M. dzielnie pomagał mi przy malowaniu tego przyszłego "ogrodzenia" ^^

Krok 3.
W następnej kolejności zasadziłam kolejne roślinki - mini kalanchoe oraz opuncję. Dookoła nich ustawiłam sztachety z patyczków, które dodatkowo usztywniłam, łącząc je wklejoną poprzecznie od środka wykałaczką (przyciętą do odpowiedniego rozmiaru i pomalowaną tą samą farbą, co płotek).

Krok 4. 
Drobny żwirek, który kiedyś przyniosłam ze ścieżki, wypłukałam na sicie, a potem pomalowałam czerwoną farbą. Ostatecznie wyszedł z tego taki zgaszony wiśniowy, ale bardzo ładnie wpasował się w całość. Gdy kamyczki wyschły, ułożyłam z nich ścieżkę. 
W międzyczasie ulepiłam jeszcze modelinowe grzybki, w których nogi wsadzone były wykałaczki - umieszczenie ich następnie w ziemi nie było żadnym problemem. 


Krok 5.
Co to za ogród bez ławeczki? Babcia musi mieć gdzie usiąść, żeby odpocząć! ;) Początkowo planowałam zrobić jakąś wymyślną z modeliny, ale ostatecznie zdecydowałam się na prostsze rozwiązanie - wykałaczkową. Etapy jej składania zobaczycie na zdjęciu poniżej. Potem dokleiłam jeszcze dwie nogi, pomalowałam całość i gdy tylko wyschła, wbiłam w ziemię.


Chociaż w głowie miałam jeszcze parę pomysłów, postanowiłam na tym etapie zakończyć pierwszy mini ogród. Nie wykluczam, może jeszcze coś do niego stworzę, ale zobaczymy. 
Jak Wam się podoba? Ja jestem całkiem dumna, mimo faktu, że proporcję są odrobinkę zaburzone. 


Przy okazji chciałam zgłosić moją pracę na wyzwanie Craft Style.
Kliknijcie w banerek a dowiecie się więcej. ;)



Ściskam mocno iii.. jeszcze raz wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

10 gru 2016

DIY: Pierniczenie - na mój sposób ;)

Przez długi, długi czas, zapach pierników unoszący się w moim mieszkanku był znakiem rozpoznawczym nadchodzących Świąt, ja zaś długie wieczorne godziny spędzałam z wykałaczkami, woreczkami pełnymi lukru oraz cukrowymi ozdobami. W tym roku niestety nie mam tak wiele czasu wolnego, a że nie lubię robić nic "na odwal się" - zrezygnowałam z pierników. Pokażę Wam jednak te, które robiłam w zeszłym roku, mając nadzieję, że Was zainspirują. ;) 

Przy pieczeniu zawsze korzystam z tego przepisu - pierniki wychodzą idealnie, a jeżeli zapewni im się dostęp do powietrza, zmiękną w kilka dni. 

Moim patentem na twórcze wyżycie się, są przede wszystkim piernikowe chatki - sama rozrysowuję schemat domku na grubym kartonie, wycinam go, a następnie przykładając go do ciasta wykrawam nożem elementy składowe tych uroczych chatek.
Prezentowane tu domki są w wersji mini (na trzecim zdjęciu dla porównania położona jest pięciogroszówka), świetnie nadają się więc do Świątecznej kawy czy herbaty. Jeżeli wytniecie drzwiczki z obu stron domku, możliwe będzie ułożenie go na krawędzi kubka - absolutnie polecam ten patent. ;)





Domki klejone są wyłącznie przy użyciu lukru, co czasem sprawia problemy techniczne, jednak można je bez najmniejszego problemu wszamać w całości. Oczywiście duża wersja piernikowej chatki będzie nawet bardziej efektowna, ale ja ukochałam sobie te malutkie - bo bez zbędnych wyrzutów sumienia można je wszamać na raz. 

Moim autorskim pomysłem na pierniczki są z kolei jadalne tagi prezentowe. ;) Również wycinane ręcznie, ozdobione lukrowym napisem, z niewielką, wydrążoną wykałaczką dziurką, przez którą przewlekam cienką tasiemkę. Nie dość, że cieszą oko, to jeszcze są naprawdę smacznym i oryginalnym dodatkiem do prezentu. 



A czy Wy macie jakieś ulubione patenty na pierniczki?
Bardzo chętnie zobaczę Waszą cukierniczą twórczość. ;)


Ściskam mocno w te zimne dni!

U.

diy,gingerbread,zrób to sam,domki,pierniki,piernikowe,domki,tutorial,DIY,świąteczne,tagi

zrób to sam - świąteczne pierniczki



25 lis 2016

Plotę - kilka przedświątecznych słów


Z niekłamaną przyjemnością wracam do Was po tej jakże długiej przerwie. Mam nadzieję, że mój powrót spotka się ze zrozumieniem - ostatnio miałam masę obowiązków na głowie. Nie dość, że studia, to jeszcze nowa praca; problem braku pieniążków na materiały do kreatywnych rozrywek został rozwiązany, jednak kosztem czasu, który mogłam im poświęcić. Wyszło więc klasyczne  "i tak źle, i tak niedobrze".

Na szczęście zbliżają się Święta. I mimo, że nie jestem zwolenniczką świątecznych dekoracji i melodyjek w sklepach w listopadzie, uznaję, że dobrze już teraz pomyśleć o prezentach, jeżeli chcemy, by były naprawdę wyjątkowe i dopasowane do obdarowywanej osoby. W moim przypadku ten przedświąteczny czas oznacza zakasanie rękawów i wzięcie się do roboty, bo uwielbiam sama tworzyć drobiazgi dla bliskich - zatem mam olbrzymią motywację, żeby przy okazji stworzyć nowe tutoriale dla Was. ;)

A czy Wy zaplanowaliście już, czym obdarujecie bliskich? Jeżeli nie, mam dwie sugestie: po pierwsze, stwórzcie sobie listę planowanych prezentów - własnoręcznie (jak moja strona w bujo) albo przy pomocy wydrukowanych arkuszy (w internecie krąży mnóstwo pięknych plannerów prezentowych, jest ich tak wiele, że nie mogłam się zdecydować na polecenie jednego) żeby skutecznie zapanować nad sytuacją i nie zrobić nieprzemyślanych zakupów, a po drugie - zastanówcie się, czy nie chcecie wręczyć bliskim prezentów tworzonych z myślą o nich. I mówię tutaj nie tylko o własnoręcznym tworzeniu (co oczywiście absolutnie polecam!) ale również o wsparciu naszego polskiego rękodzieła.

Dlaczego warto zakupić rękodzieło na prezent na bliskich?

1. Obdarowana zostaje więcej niż jedna osoba
Rękodzielnik, który dostaje zamówienie na swoje dzieło, zostaje doceniony - uwaga kupującego, zainteresowanie produktem danego artysty i wybranie akurat jego dzieła spośród konkurencji jest olbrzymim komplementem dla twórcy. Mało tego, kupując rękodzieło w uczciwej cenie (nie chcę się rozpisywać na temat zaniżania cen rękodzieła, jednak tak: "uczciwa" znaczy u mnie "nie zbyt niska") wspieramy możliwość utrzymania się z żywej, olbrzymiej pasji.

2. Wspieramy rynek lokalny
Sama często robię zakupy u Chińczyków, korzystając z dobrodziejstwa internetu, jednak głównie dlatego, że nie lubię wspierać cwaniactwa (większość towaru w internetowych butikach, sklepach czy na allegro to towar z aliexpress w znacznie zawyżonych cenach). W sytuacji, w której mam do wyboru polski produkt a produkt produkowany w Chinach, wybieram ten pierwszy. Ze względu na lepszą jakość, ale także dlatego, że wolę, by moje pieniądze zostały w Polsce. W przypadku rękodzieła sytuacja jest jeszcze lepsza - wiemy, do kogo konkretnie trafią nasze pieniążki.

3. Niepowtarzalny prezent dla wyjątkowej osoby
W rękodziele niesamowite jest to, że niemożliwością jest znaleźć dwie identyczne rzeczy. Mało tego, większość twórców to cudowni ludzie, którzy z przyjemnością pozwolą zadecydować klientowi o finalnym wyglądzie dzieła - pozwolą wybrać kolory, wzory itd., zależnie od tego, co tworzą. Prezent taki może być więc maksymalnie spersonalizowany.

4. Inwestycja w jakość
Twórcy, którzy faktycznie wybili się na polskim rynku i potrafią zarabiać na pasji, mają w większości przypadków długoletnie doświadczenie i korzystają z najwyższej jakości materiałów - żaden szanujący się artysta nie będzie tracił czasu na tworzenie z badziewnych półproduktów, które nie grzeszą trwałością. Mało tego, zawsze udzielą odpowiedzi, jakich materiałów używają.

Mogłabym wspomnieć o jeszcze kilku powodach, jednak nie chcę niepotrzebnie przedłużać postu. Część osób, mam nadzieję, mnie zrozumiała i w jakimś stopniu podzieli moje zdanie, część nie. Jednak zależało mi na tym, żeby wypowiedzieć się w tym temacie, bo obserwuję wielu rękodzielników i dzięki swojej pasji do DIY mam też niewielkie wyobrażenie, jak wielu umiejętności, czasu i pasji potrzeba, aby tworzyć... a rynek bywa bezwzględny.

A teraz przedstawię Wam paru niesamowitych twórców, których osobiście uwielbiam. Jeżeli poszukujecie prezentowych propozycji czy choćby inspiracji, koniecznie zerknijcie. ;)
(kolejność przypadkowa)

Oto rękodzielnicy, których pragnę Wam przedstawić:


1. Muma studio
Przecudnej urody zwierzątka filcowane na sucho, 100% Cruelty Free, antyalergiczne.

2. Pajęczarka
Na śliczne, delikatnej urody koniki Pajęczarki "zachorowałam" już dawno temu. Warto spojrzeć, jakie inne szyciowe twory ma Pajęczarka w swojej galerii ;)

3. Joana Bieniasz
To propozycja dla fanów plakatów i grafik - Joana nie drukuje, a wycina tak precyzyjnie i starannie wszelkie wzory, że brak mi słów podziwu.

4. Wiórownia
To mój prywatny przykład, że się da - da się otworzyć domową stolarnię będąc studentami, ba, będąc parą studentów i wspólnie tworzyć piękności. Mają śliczne, minimalistyczne lampiony w ofercie świątecznej - w dodatku w bardzo przyjemnej cenie. ;)

5. Magia Świec
Ich rzeźbione świece są tak wspaniałe, że szkoda ich palić - mimo, że zapalone też prezentują się wyśmienicie.

6. Fake Stuff
Jeżeli szukacie ciuchów, butów czy toreb ozdobionych wspaniałymi malunkami - zgłoście się do Dagmary. Najlepsza w swoim fachu. ;)

7. JP Soutache
Poszukujecie eleganckiego dodatku w postaci broszki czy biżuterii? Sutaszowe piękności na pewno się nadadzą.

8. Moje Misie
Pluszaki już były, filcowane zwierzaczki też.. pora na te szydełkowe. ;) Oprócz cudnych królików i misiów, możecie tu znaleźć przeurocze czapeczki na jajka i ogrzewacze na kubki.

9. Laboratorium miniatur
Chcecie obdarować kogoś czymś nawiązującym do jakiegoś miejsca? Podarujcie mu jego miniaturkę zamkniętą w lampionie. ;)

10. Torbolandia
To propozycja głównie dla wielbicieli kotów - cudowne bukłaczki, kosmetyczki z mruczkami.. Każda kociara je pokocha, zaręczam. ;)


Jeżeli znacie osoby tworzące wyjątkowe rękodzieło, bardzo proszę, dajcie znać. Chętnie popodziwiam, a może i inni zainteresowani skorzystają na Waszych poleceniach.






7 paź 2016

DIY: Bransoletka w stylu boho


Jesień ostatnimi dniami zrobiła się dla nas łaskawsza - pozwala nam wciąż nacieszać się promieniami słońca, długimi spacerami, a w dodatku w swej łaskawości nie zmusza nas do gorączkowego upychania letnich ubrań w kątach szafy. Żeby zatrzymać wspomnienie lata na dłużej, postanowiłam uzbroić się w bransoletki w stylu boho (nieodmiennie ten upalny czas kojarzy mi się ze zwiewnymi, kolorowymi strojami), która każdej, nawet najprostszej stylizacji, pomaga dodać fantazji. Efekt widzicie na zdjęciu powyżej.
Poniżej, jak zawsze, instrukcja krok po kroku. ;)

Co będzie potrzebne?
  • narzędzia: nożyczki, szczypce jubilerskie
  • koraliki toho - ja użyłam toho round 8/0
  • linka jubilerska 
  • 4 końcówki do linek "dziewczynki"
  • kółeczka zaciskowe (minimum 8); opcjonalnie łańcuszek regulacyjny
  • chwosty (o tym, jak łatwo je przygotować, pisałam tutaj)
  • końcówki do wklejania (opcjonalnie, do chwostów)
  • klej szybkoschnący 

Krok 1. Mocowanie końcówki
Na samym początku wiążemy węzeł na naszej lince - na tyle duży, żeby nie zmieścił się w małej dziurce w naszej końcówce, ale na tyle mały, żeby można było ładnie go schować we wgłębieniu w końcówce. Ucinamy linkę przy samym węzełku i zaciskamy końcówkę (opcjonalnie można przed zaciśnięciem nałożyć na węzeł trochę kleju, na wszelki wypadek).


Krok 2. Nawlekanie koralików
Mój ulubiony etap. Tu możecie popuścić wodze fantazji i wyczarować jakieś śliczne, kolorowe, koralikowe wzorki i sekwencje. Niby banalna sprawa, a zawsze zabiera mi bardzo dużo czasu. Pamiętajcie, że do tej bransoletki potrzebne są dwa sznurki koralików - możecie je zrobić identyczne, ale możecie też skomponować je w dowolny sposób. Zapięcie tej bransoletki ma długość około 3cm; pamiętajcie o tym, dobierając długość sznurków z koralikami.


Krok 3. Zakończenie linek
Gdy już nawleczecie koraliki w odpowiadającym Wam szyku, pora zakończyć linkę tak, jak ją rozpoczynaliśmy - przez zamocowanie "dziewczynki". Wsuwamy końcówkę na linkę, zaraz za nią zawiązujemy węzeł, odcinamy pozostałą część linki i zaciskamy końcówkę.


Krok 4. Przygotowanie chwostów

Jeżeli chcecie, by Wasze chwosty były ozdobione końcówkami, najwyższa pora je do nich wkleić. W tym celu najlepiej użyć kleju szybkoschnącego typu kropelka czy superglue; niewielką jego ilość umieszczamy w końcówce i szybko wsuwamy w nią chwosta, przez chwilkę mocno dociskając.


Krok 5. Montowanie zapięcia
Przy montowaniu zapięcia mojej bransoletki, użyłam aż 8 kółeczek zaciskowych, ale zasadniczo jeżeli chcecie, możecie to zrobić inaczej, używając ich mniej - np. przyczepiając obydwie linki do jednego kółeczka z jednej strony. U mnie jednak każda linka otrzymała swoje kółeczko, które następnie połączyłam kolejnym kółeczkiem z doczepionym do niego chwostem; następne 2 kółeczka to już typowe zapięcie z karabińczykiem. 


I voila! W ten prosty sposób powstała naprawdę efektowna, niebanalna bransoletka, która cudownie będzie prezentować się na ręku zarówno solo, jak i np. z minimalistycznym zegarkiem. 
Naprawdę niesamowicie uwielbiam biżu w stylu boho. <3
A Wy, co o niej myślicie? 
Macie ochotę stworzyć własną bransoletkę? 



Może zainteresują Cię też moje inne, bransoletkowe kursy krok po kroku:





diy,chwost,zrób to sam,frędzel,biżuteria,boho,instrukcja,tutorial,DIY,bransoletka,kurs

zrób to sam - bransoletka w stylu boho


20 wrz 2016

Jak zrobić chwosty? Poradnik krok po kroku



Nie dość, że nie było mnie tu masę czasu, to jeszcze wracam z postem mocno nieidealnym - traktuje o rzeczy dla wielu oczywistej, a przy tym zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia. Wiem, wiem, wiem. Niestety pogoda ostatnio nie rozpieszcza, a na pewno nie współgra z moimi ostatnimi wysiłkami, żeby się skupić na blogu - i znacznie utrudnia fotografowanie procesu "twórczego".

Dziś podzielę się z Wami receptą na moje chwosty, które wykorzystam niedługo w pewnym projekcie, a efektami na pewno się pochwalę. ;) Póki co, czekając na przesyłkę pełną półproduktów do tworzenia biżuterii, skupiłam się na przygotowaniu różnokolorowych chwostów - na przekór pogodzie.

Zaczynajmy!

Co będzie potrzebne?


  • nici - oczywiście macie pełną dowolność, z jakich nici chcecie skorzystać, ja jednak polecam skręcane; osobiście uwielbiam chwosty z kordonka
  • kawałek kartonika - o szerokości równej długości chwosta, którego chcecie wykonać
  • nożyczki 
  • igła


Krok 1. Nawijamy nić na tekturkę.

Rada: jeżeli chcecie wykonać identyczne chwosty, koniecznie liczcie, ile owinięć wykonaliście ;)
W zależności od rozmiaru i "mięsistości" jaką chcecie uzyskać, ta liczba będzie różna. Moje maluszki (2,5cm) powstały wskutek 35 owinięć.



Krok 2. Kawałkiem luźnej nitki przewiązujemy nawinięte na kartonik nici u samej góry.


W tym miejscu bardzo pomocna jest igła.
Dla jasności - dołem nazywam tą stronę, po której zostają luźne nitki chwosta; góra to z kolei miejsce przyszłej "główki" chwosta.


Krok 3. Rozcinamy nici u dołu kartonika

jak najostrożniej i w miarę równo, żeby nie dokładać sobie roboty na potem ;)


Krok 4. Przewiązujemy chwosta kolejnym kawałkiem luźnej nitki
najlepiej dwukrotnie, mocno ściskając, tak, żeby nic się później nie poluzowało.


Krok 5. Za pomocą igły pozbawiamy chwosta "rączek"
...czyli, krótko mówiąc, wsuwamy luźne nitki z uprzedniego podwiązywania pod bródką do środka chwosta ;)


Krok 6. Nożyczkami wyrównujemy dół powstałego chwosta


I gotowe! Tak powstały chwost możecie z powodzeniem wykorzystać przy tworzeniu biżuterii, breloczków czy innych, dekoracyjnych przedmiotów. Możecie zarówno zaczepić o niego kółeczko, jak i wkleić go w jakąś ładną, pasującą do projektu końcówkę.

Powodzenia! ;)
diy,chwost,zrób to sam,frędzel,biżuteria,boho,instrukcja,tutorial,DIY

zrób to sam - podstawy: tworzenie chwostów


19 sie 2016

DIY: Cotton Balls Light


Jeżeli szukacie czegoś, co z powodzeniem zastąpi lampiony czy świeczki i sprawi, że Wasz pokój stanie się znacznie przytulniejszy - ten post jest dla Was! ;) Girlandy świetlne w typie cotton balls nie są nowością na rynku, jednak ja chciałam mieć cottonki idealne: liczne, gęsto zbite i w wybranych przeze mnie kolorach. Zamiast przekopywać sklepy internetowe, zdecydowałam więc, że zrobię je własnoręcznie - z korzyścią dla portfela. ;)

Co jest potrzebne do stworzenia cotton balls?

  • lampki led (u mnie na białym kablu - kolor światła określony jako "warm white")
  • kordonek - w zależności od tego, jak zbite i jakiej wielkości chcecie stworzyć kule, będą potrzebne różne ilości; średnio 35-40m kordonka potrzebne jest na jedną 
  • klej wikolowy (zasychający na przezroczysto!) - na 50 kul zużyłam 0,8l kleju
  • balony na wodę
  • pompka do balonów - niestety, w ich przypadku nawet bardzo mocne płuca nic nie dają
  • miseczka
  • materiały do zabezpieczenia miejsca pracy
  • suszarka i spinacze do prania - świetnie się spisują przy suszeniu kul





Materiały zebrane? 
Zatem.. do dzieła!


Krok 1. Przygotowanie balonów

Zaczynamy od przygotowania bazy pod bawełniane kule. Pompując balony starajcie się nadać im jak najbardziej kulisty kształt - zwracajcie też uwagę, żeby nadmuchane balony były podobnej wielkości

Krok 2. Przygotowanie kleju

Są dwie opcje klejenia kul - pierwsza, bardziej powszechna, to rozmieszanie kleju z wodą w proporcji mniej więcej 2:1. Do takiego rzadszego kleju możemy wrzucić cały kłębek kordonka (gdy jesteśmy pewni, że nic z niego nie zostanie) albo na koniec zanurzać w nim całą kulę. 
Druga opcja, to ta moja w punkcie poniżej (wydaje mi się, że mniej brudząca ;)) i gdy ją wybierzecie, nie musicie rozrabiać kleju. 


Krok 3. Owijanie balonów - mój sposób

Na początek wybierzcie narzędzie - u mnie (jak widać na poniższych zdjęciach) do rozsmarowywania kleju zostały wybrane ręce (rękawiczki lub foliowe woreczki w takim wypadku bardzo się przydają), ale możecie również użyć np. pędzla do tego celu. Sprawa jest prosta: smarujemy balonik klejem i zaczynamy owijać go nitką - we wszystkich kierunkach. Gdy balon jest odpowiednio gęsto owinięty, znów nabieramy trochę kleju i rozsmarowujemy go po całej powierzchni gotowego cotton ball.
Następnie bierzemy spinacz i wieszamy kule do wyschnięcia.



Krok 4. Przyłączenie kul do światełek

Gdy nasze cotton balls kompletnie wyschną (na co potrzebne jest co najmniej 12 godzin), musimy poprzebijać i powyciągać z nich balony. Czasami odchodzą pięknie, w jednym kawałku, ale czasami ich skrawki mogą przyczepić się do wnętrza kuli - wówczas trzeba trochę więcej popracować igłą. 
Gdy wszystkie kulki będą już puste, pora umieścić w nich światełka - gdy przy okazji wgnieciecie cottonka, nie martwcie się - bardzo łatwo to naprawić przy użyciu np. wykałaczki. ;)




Złota rada;
Jeżeli lampki wypadają ze środka kuli, możecie np. przymocować je na stałe przy użyciu kleju. Ja jednak nie chciałam załatwić tego w ten sposób - zależało mi na tym, żeby móc wymienić lampki, gdyby coś się z nimi stało lub, gdy mi się znudzą, wymienić niektóre kolory kuli czy użyć ich do innego celu. Dlatego zdecydowałam się na parę godzin z igłą i nitką - po wsunięciu każdej lampki do wnętra kuli, zaszywałam jej "wyjście".
Ten patent jest też doskonały, jeżeli np. chcecie by kule były bliżej siebie na łańcuchu - można wsunąć zbędny nam kawałek kabla do wnętrza kuli, skleić tuż przy wylocie te dwa kabelki (po jednej i drugiej stronie lampki) taśmą, a potem wsunąć jeszcze sklejony fragment do środka i zaszyć. ;)




Efekt końcowy? Jestem absolutnie w nich zakochana! Dzięki tej - na pozór zabójczej - ilości, cottonki cudownie rozświetlają mój pokój wieczorami, a w dzień te 50 kul wspaniale prezentuje się na ścianie. Tworzą tak nastrojowy klimat, że teraz wieczór z ulubionymi serialami czy filmem zyskał nową jakość. ;)

Zresztą - zobaczcie sami! Starałam się jak najlepiej uchwycić ten efekt, ale niestety - ciężko mi odzwierciedlić czar ich światła w pełni.. Na żywo jest jeszcze piękniej!




Co myślicie o cotton ball lights i innych girlandach świetlnych? Macie już własne, czy może macie w planach zrobić? ;)


diy,dla domu,zrób to sam,cotton balls,cotton balls light,girlandy świetlne,dekoracja,światełka,ozdoba

zrób to sam: cotton balls light